Każdy kiedyś uczył się gotować….

gotowanie

Kura gotuje dla familii- lepiej lub gorzej ale wszyscy jeszcze żyją więc chyba nie jest źle. Ale początki były trudne, nie tylko kura takowe miała…..

Lata temu, gdy kura była jeszcze małą, słodką dziewczynką (chciałoby się napisać z kokardkami na kucykach ale niestety rodzice kury okropnie ją krzywdzili obcinając notorycznie na chłopaka!- tak mamo! Pamiętam!!) chciała kura zrobić tatusiowi ciasto. Zabrała się więc ochoczo do pracy, wlała do garnka dużo wody, mleka i wsypała trochę mąki. Zaczęła potem to energicznie ugniatać by z tej substancji powstało ciasto. Zagniatała, ugniatała, tę piękną mieszankę po całej kuchni rozchlapywała a ciasta niet. W końcu zaniepokojony przedłużającą się ciszą tata kury wszedł do kuchni i…. no nie mógł się złościć bo kura przecież szykowała dla kochanego tatusia ciasto. Kura ma niejasne wspomnienie, że tuż po tej próbie kulinarnej kuchnia była malowana.

Kura miała także sąsiada, serdecznego kolegę, rówieśnika, z którym spędzała większość wolnych chwil. Kolega miał starszego brata a mama tych dwóch świrów miała cudną kuchnię, której zazdrościło jej pół bloku. Pewnego pięknego dnia wspomniane świry, pod nieobecność mamy, postanowiły zrobić sobie frytki. Ziemniaki obrane, pokrojone, czas smażyć frytki. W tym celu należy rozgrzać tłuszcz. Należy zatem postawić patelnię na kuchence, zapalić palnik, wlać tłuszcz i…. pójść do swojego pokoju kompletnie zapominając o patelni! Jak się łatwo domyślić tłuszcz zaczął się palić. Kolega zatem postanowił ZALAĆ PALĄCY SIĘ TŁUSZCZ WODĄ (nie próbuje tego w domu)! Kuchnia przedstawiała sobą obraz nędzy i rozpaczy, nawet zamalować było ją trudno. Koledze po jakimś czasie rzęsy i brwi odrosły. Gotować nauczył się trochę później.

Pewna osoba z rodziny kury (nie powiem kto) słynąca obecnie z wielkiego kunsztu kulinarnego też kiedyś zaczynała. Jako młoda żona, która wcześniej, w swoim domu nie miała wielkiej styczności z gotowaniem, postanowiła się wykazać przed małżonkiem i ugotować mu obiad. Małżonek bardzo chwalił sobie kapustę we wszelkiej postaci- kiszoną, zasmażaną, kapuśniak, surówkę z kapusty itp. Młoda żona zatem kupiła na targu dorodną główkę kapusty, następnie wrzuciła ją w całości do garnka i ugotowała. Była bardzo zdziwiona, że nie wygląda i nie smakuje tak jak ta, którą przyrządza mama.

A wracając do kury to zdarzyło się kurze zepsuć potrawy, których absolutnie zepsuć się nie da. Kupiła kiedyś kura gotowe pierogi z serem, porządnie posoliła wodę, pierogi ugotowała. Ba! Nawet skwareczki przyrządziła, polała pierożki, posoliła, posypała pieprzem. Tylko nikt pierogów nie zjadł bo….. to były pierogi z serem na słodko!!

Zdarzyło się też kurze zepsuć zupę z torebki… ale o tym może kiedy indziej bo już dość tej żenady.

A Wy? Co udało się Wam koncertowo spartolić w kuchni??

21 thoughts on “Każdy kiedyś uczył się gotować….

  1. ehhehe fajny post:) Ja miałam roczną przerwę w gotowaniu, bo mieszkaliśmy chwilowo u rodziców. Teraz uczę się wszystkiego na nowo::P

  2. Koncertowo? Raz Babownia chciała zrobić „chlebek figowy” z amerykańskiej powojennej książki kucharskiej 😀 biedne figi … 😀 Ale teraz idzie nam już lepiej co widać na blogu 😉 Pozdrawiam!!!

  3. Kiedyś wspólnie z moim wówczas narzeczonym robiliśmy pierogi – z mięsem, wszystko było odmierzone i dobrze przygotowane. Na blacie stała miska z farszem, ciasto leżało rozwałkowane obok, na stolnicy. Chciałam wyjąć szklankę z szafki wyżej, żeby wyciąć krążki, ale potrąciłam przy tym dwie inne szklanki i pierogów nikt nie zjadł, bo były ze szkłem 🙂

  4. Szczerze mówiąc… praktycznie w każdym moim daniu jest coś nie tak. A to za mało/za dużo soli, a to sypnie mi się pieprzu (raz mąż stwierdził, że bardziej spocił się przy jedzeniu mojego piernego rosołu, niż podczas pracy fizycznej…:D), a ciasto to nawet z torebki potrafiłam zepsuć 😛 Ale cały czas się uczę, także wierzę, że za X lat będę profesjonalną kurą kuchenną 😉

  5. Ja jestem mistrzynią 15- minutowych potraw jednogarnkowych z cyklu WRZUCAM WSZYSTKO CO MAM W LODÓWCE. Inne, które zmuszają mnie do przebywania w kuchni dłużej, przypalam. 🙂 Nie jestem w stanie dopilnować czegoś co ma się smażyć albo dusić i jeszcze trzeba to co jakiś czas zamieszać 😉

  6. Największą porażką był mój pierwszy w życiu tort – upiekłam, złożyłam, a po postawieniu na stole wszystko się rozjechało i wylądowało ba obrusie

  7. Najwięcej w kuchni psuje mi… blogowanie. Bo jak już zaczynam pisać, to zapominam, że coś tam postawiłam na gazie. A z nieudanych potraw? Kilka ciast, które miały być hitem wieczoru – potajemnie wylądowało w śmietniku. Potem się tłumaczyłam, że „nie miałam czasu”, ale zapach w mieszkaniu zdradza… 🙂

  8. Mnie się rózne przypadki zdarzają. A to próba ugotowania parówek w garnku, do któreg zapomniałam nalać wody, a to nie przyprawienie placków ziemniaczanych. Czasem coś za szybko wyciągne z pierkarnika, czasem za późno. Potrafię nawet zepsuć moje popisowe dania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *