Kura cierpi przeokrutnie

grecja

Kura cierpi okrutnie gdyż organicznie wręcz nie znosi, nie toleruje zimna! Marznie całą sobą, całą istotą swojego jestestwa! Kurze marzną nawet włosy, a że ma ich trochę to i powierzchnia marznięcia spora. I o ile włosy można schować pod czapkę to co zrobić z oczami? Bo kurze marzną nawet gałki oczne! I tak  cierpi kura, zżyma się na pogodę i temperaturę, klnie pod nosem, dygocze z zimna, śpi w dresie i cierpi.

Pan Mąż- sam zdecydowanie zimnolubny- nie może uwierzyć, że kura tak cierpi. Tłumaczy, że kura z wyglądu raczej taka dziewczyna z północy: bo i oczy niebieskie i włosy blond i cera jasna zatem, według wyżej wymienionego, kura genetycznie zaprogramowana jest raczej do niskich temperatur i powinno jej być przyjemnie zimą. No ale nie jest!  Pan Mąż uważa, że zdrowo gdy w domu jest chłodno i takąż temperaturę utrzymuje nie zważając na protesty kury. Czasem, gdy małżonek nie widzi, kura cichaczem podkręca trochę piec i w domu robi się od razu przyjemniej. Niestety ten miły stan nie trwa długo gdyż Synio tak ma, że jak tylko w domu robi się ciut za ciepło natychmiast zaczyna kaszleć (zdrajca!) i Pan Mąż już wie, że kura znowu zrobiła małe szacher- macher z ogrzewaniem. Kura więc cierpi dalej.

Mogłaby kura zagrzać się nieco w pracy ale…. tam jest jeszcze zimniej niż w domu! Stara kamienica, nieocieplona, stare okna i przepis na katastrofę temperaturową gotowy! Zatem z zimnego domu udaje się kura do jeszcze zimniejszego biura by tam przemarznąć na kość, a następnie wrócić zimnym autem do zimnego domu. Całe życie pod górę!

Gdy zbliża się jesień, a to w zasadzie ma miejsce zaraz po powrocie z wakacji, kura zaczyna wpadać w lekką panikę. Pierwsze kwitnące w ogródku wrzosy wywołują u kury zachwyt połączony ze strachem, że to już! I co roku kura przeżywa małą żałobę po lecie, które zawsze trwa zbyt krótko! I tak najpierw jest zaprzeczenie- „Nie! Na pewno w tym roku nie będzie zimy! No po prostu nie ma takiej opcji!! Tym razem będzie piękna, długa, słoneczna jesień i takaż zima”. Następnie pojawia się gniew „Czemuś mnie Panie Boże pokarał takim francowatym klimatem!!” albo „Nie dość, że jesteśmy położeni między Niemcami a Rosją-  co już zakrawa na ponury żart, to jeszcze mamy taką cholerną zimę!!”. Następny etap to depresja i to depresja z przytupem i trwa ona dłuuugo. Kura, gdyby istniała taka opcja, najchętniej zahibernowała by się na całą zimę lub chociaż nie wychodziła spod kołdry od października do kwietnia. Ale nie ma takiej opcji więc kura cierpi… Ostatnim etapem powinna być akceptacja ale u kury ona nigdy nie występuje. Depresja trwa do wiosny i wraz z wiosną mija a w kurę wstępuje nowe życie!

Gdy kura ma już bardzo dość zimy ogląda zdjęcia z gorących wakacji i z całych sił próbuje sobie przypomnieć jak było ciepło i przyjemnie. Ba! Próbuje sobie nawet obrzydzić upał, że przecież upał wcale nie jest fajny i wcale nie jest fajnie po pracy wskoczyć sobie do basenu lub wylegiwać się na upalnej plaży w czasie wakacji i tego no…nie wychodzi, a kura zanosi się szlochem, czym budzi zdziwienie i wesołość reszty rodziny. I tak cierpi sobie kura, dygocze i szlocha w poduszkę.

No dobra- bywają (z naciskiem na bywają) krótkie chwile gdy kura toleruje zimę- wtedy gdy uda jej się wyrwać na narty lub na sanki ale…. no ile takich chwil w ogromie beznadziejnego zimna ?? Więc kura cierpi dalej….

4 thoughts on “Kura cierpi przeokrutnie

  1. Oj, to ja się zdecydowanie z Kurą solidaryzuję. Od dwóch dni nie wychylam nosa z domu, a i tak zęby już pościerałam, tak dygoczę. Codziennie powtarzam „byle do wiosny” i że po nowym roku to już szybko zleci. Ale nic nie leci!! Bo wszystko zamarzło 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *