Gdy kura miewa głupie pomysły

samolot

Kura czasem miewa idiotyczne, absurdalne wręcz pomysły. A to wymyśli, że zrobi remont, ot tak na szybciutko coś tam pomaluje. I stoi potem jak ta kretynka na drabinie na 5 metrach i zastanawia się jaki cholerny diabeł ją podkusił??!! Albo, zamiast jak każda normalna babka udać się do wypożyczalni strojów karnawałowych i wziąć pierwszy lepszy, wolny strój dla dziecka na bal w przedszkolu i szkole to nie! Kura musi ambitnie! Będzie siedziała po nocach i szyła stroje, robiła różdżki Harrego Pottera i inne idiotyzmy i klęła pod nosem na własną „kreatywność”! A czasem kura ma jeszcze głupszy pomysł- że pojedzie na wakacje, z rodziną! Z dziećmi wszystkimi znaczy! Efekt jest prosty do przewidzenia. Na pytanie i jak tam było na wakacjach? Kura z Panem Mężem zgodnie odpowiada „no zmieniliśmy trochę otoczenie”….

A kiedy kura ma już zupełnie całkowicie dość, migrena męczy kurzęcy łeb już piąty dzień, Dzidzion wyje nieustannie z sobie tylko znanego powodu (no nie powód dzisiejszego ataku był oczywisty- niedobra matka nie pozwoliła dziecku wejść do wanny pełnej wody w obuwiu sportowym) to wtedy kura wpada na najbardziej idiotyczny pomysł: WYJECHAĆ! Samej, bez dzieci! Gdziekolwiek byle daleko!

Dobry pomysł Państwo pomyślą? Że niby kura ukoi skołatane nerwy? Odpocznie? I wróci z nowymi pokładami cierpliwości do domu? Nic bardziej mylnego!

Kura podjęła już kilka takich prób. Zawsze, ale to zawsze tak próba kończy się KATASTROFĄ! Pierwszy z brzegu przykład. Lata temu, gdy kura była szczęśliwą matką tylko jednego pacholęcia (ileż kura miała wtedy wolnego czasu!!) wymyśliła kura, że pojedzie na wieczór panieński do przyjaciółki do Gdyni. Nie mogła kura uczestniczyć w weselu więc postanowiła choć w wieczorze panieńskim zaznaczyć swoją obecność. Bilet do Gdyni kupiony, opieka nad Syniem dograna nic tylko jechać. Szczęśliwa kura nie mogła zasnąć z wrażenia, wszak miał to być jej pierwszy samodzielny wyjazd odkąd pacholę powiła. Pierwszy od dawna wyjazd nad ukochane morze. I leży tak sobie kura w łóżku i rozmyśla jak to będzie cudownie nad morzem a zza ściany dobiega ją coraz bardziej nasilający się kaszel młodego człowieka. Mina nieco kurze rzednie ale dalej uparcie marzy o morzu, wszak infekcja u dwulatka to nic nadzwyczajnego… Rano, po zarwanej nocce,  wizycie w „nocnej opiece”, diagnozie, że to wyjątkowo zjadliwa angina kura już wie, że nie pojedzie i że sam pomysł był idiotyczny…..

Kilka lat później, gdy kura była już umordowaną matką dwójki dzieci, a Córa dawała po tyłku mniej więcej tak jak Dzidzion obecnie, zamarzyła się kurze ewakuacja. Tym razem, nieodwołalnie postanowiła jednak dotrzeć do rzeczonej przyjaciółki w rzeczonej Gdyni. By być pewną, że nic nie pokrzyżuje jej planów postanowiła kura zakupić bilet lotniczy Kraków- Gdańsk. Znowu podjęła kura heroiczną walę o opiekę nad dziećmi (wszak Pan Mąż musi bywać czasem w pracy) i zadowolona zaczęła się pakować. W noc przed wyjazdem jeszcze długo nasłuchiwała czy z pokoju dziecięcego nie słychać żadnych niepokojących odgłosów typu kaszel, kichanie, rzyganie itp. Ale nie. Uspokojona kura poszła więc szczęśliwie spać będąc pewna, że tym razem wyjedzie bez przeszkód. Jak bardzo naiwna była  dowiedziała się kura już z samego rana gdy Synio pokazał się na śniadaniu bo w okolicach jego ucha wyrosła niemalże druga głowa!!! Ki pieron myśli kura? Na świnkę szczepiony przeca, nic to, pędem do lekarza. Ku rozpaczy kury w przychodni sprawdzonego pediatry brak, nieważne, niech będzie ktokolwiek byle postawił diagnozę i dał leki. Diagnoza brzmi „nie wiadomo co to jest, trzeba czekać” Ale kura nie może czekać, kura ma za kilka godzin samolot! Gonitwa myśli, walka z czasem, potępieńcze spojrzenia i telefony od rodziny „no chyba nie zostawisz CHOREGO dziecka??!!” Godzinę przed wylotem- jest! Nasz pediatra- szybka diagnoza, szybkie ustawienie leczenia, szybka decyzja „JADĘ” (w zasadzie tylko dlatego, że szkoda było kasy za bilet). Szalony rajd na lotnisko, szybka odprawa (podczas, której zdarzyła się historia z dziadkiem do orzechów opisanym w innym wpisie o tutaj) i zdyszana kura siada w hali odlotów. Siada szczęśliwa, że jednak jest! Leci! A potem…. Zalewa się kura łzami, że co z niej za matka, że jak mogła tak egoistycznie postąpić, że co jak leki nie podziałają??!! Kilka godzin i kilka kieliszków wina później te wyrzuty były ciut mniejsze ale nadal były i spowodowały wiszenie na telefonie i dopytywanie o stan zdrowia potomka. Kura nadmieni tylko, że na drugi dzień po chorobie Synia nie było śladu!!!

Potem jeszcze było długo wyczekane „weź dzieci do rodziców i dajcie mi jedną niedzielę odpocząć od siebie i porobić nic przez 8 godzin” oczywiście niespełnione przez atak jelitówki tudzież inną anginę (kura już nie pamięta). Ale kura pomyślała nie no, bez przesady, przecież MUSZĘ gdzieś wyjechać i odpocząć bo „oszaleję i będę gryzła” (cytat z jednego z ulubionych filmów kury- kto wie jakiego?).

Zaczęła więc kura badać grunt (czytaj podpuszczać Pana Męża, że może by został kilka dni z szarańczą), przeglądać oferty i oglądać cudowne wnętrza hoteli, w których nie ma żadnych, ale to żadnych dzieci. Nie  trzeba sprzątać, gotować i nikogo pilnować. Jest za to czysto, miło i ciiiiicho. I już, już kura była gotowa rezerwować tę oazę spokoju i wyobrażać sobie jak przez nikogo nie zaczepiana czyta w spokoju książkę gdy nieopatrznie zdradziła Dzidzionowi swoje plany: „ Wiesz Dzidzion, mama wyjedzie na kilka dni i sobie od Ciebie odpocznie i wróci do Ciebie szczęśliwa i wypoczęta i może nawet nie będzie krzyczeć przez kilka dni, co Ty na to?”. Dzidzion spojrzał na matkę filozoficznie po czym ze zwykłą sobie sprawnością człowieka-pająka wdrapał się na stół i skoczył zeń, upewniając się, że matka doskonale wszystko widzi, dokładnie na twarz! Zalany krwią z rozbitej wargi Dzidzion nawet nie płakał a jego mina mówiła wszystko: „Do DUPY se pojedziesz!!!”

O!!

8 thoughts on “Gdy kura miewa głupie pomysły

  1. Jakie to prawdziwe!!!! Solidaryzuję się z tobą całkowicie. Ostatnio mój szwagier (13lat tylko więc pewnie to jakieś wytłumaczenie) mówi do mnie (dzieci były w odwiedzinach u innych dzieci): „Możesz dziś odpocząć. To super, możesz jechać na zakupy do Biedronki”. No po prostu ręce opadły. Odpoczynek matki równa się zakupy spożywcze. Czuję się bardzo zrelaksowana.

  2. Co kura powie na przysłowie, że każdy jest kowalem własnego losu? Ono chyba pasuje tylko do singli. Ja próbuję kuć ten los, moja kura też ale trochę inaczej. Czy kompromis to kucie własnego losu czy poddawanie się czyjemuś?
    PS: Rewelacyjny blog, z życia wzięty!

    1. taaa kowalem, chyba wtedy jak dzieci położy spać, wtedy se może kuć swój los i dowolnie wybierać czy najpierw opróżnić zmywarkę czy może zabrać się za podłogę 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *