O prababci co na stole tańczyła

matrioska-1631194_640

Będzie tajemnica, dzikie imprezy i przemoc domowa czyli o prababci słów kilka.

Bunia to osobista babcia kury, mama jej mamy (pozdro Mamuś, wiem, że czytasz 😉 ). Bunia jest jedyna i niepowtarzalna. Oczywiście jak na prawdziwą babcię przystało uważa, że jej wnuki i prawnuki (w liczbie 4) są zawsze GŁODNE i zawsze ZA SŁABO UBRANE 😉 Zatem Bunia z uporem maniaka dzieci karmi i ubiera. Ma też Bunia specyficzny pogląd na piramidę żywienia:

Kura: Babciu nie przynoś nam proszę słodyczy ….
Bunia: E tam, przecież słodycze TRZEBA jeść!
K: No właśnie nie trzeba….
B: A idźże, idźże głupoty opowiadasz!

Bunia za wnuki a teraz prawnuki dałaby się pokroić na kawałeczki, nieba by przychyliła, każdy kamyczek spod stópek uprzątnęła i w ogóle wszystko zrobiła żeby się w/w nie zmęczyli, nie natrudzili (i nie zmarzli oczywiście). Bunia rozpieszczała wnuczki niemiłosiernie w nosie mając zasady ustalone przez rodziców- jak zatem kurze i jej siostrze udało się wyjść na jako takich ludzi pozostaje dla mnie tajemnicą. A Bunia potrafiła wiele dla wnuczek zrobić- np. iść z wnuczkami na koncert bo mama spryciara powiedziała, że córki mogą iść jak ktoś pójdzie z nimi (w domyśle- o jakże mi przykro, że i tak nie pójdziecie ale przynajmniej nie będzie na mnie). Poszła więc Bunia, umierając ze strachu i hałasu wszak wnuczki kotłowały się pod sceną. Wszyscy przeżyli.

Bunia chadzała też na wywiadówki do kury, w liceum zwłaszcza. Na każdym zebraniu wychowawczyni rozdawała karteczki, na których rodzice (teoretycznie) pisali usprawiedliwienia nieobecności.  Przedawniło się już więc mogę pisać- no nie wszystkie zwolnienia pochodziły od mamy kury (pozdrawiam Adę 😉 ) i dziwnym, absolutnie niezrozumiałym dla mnie sposobem karteczki nie do końca „właściwe” magicznie znikały z koperty w drodze ze szkoły do domu. Gdy Bunia przekazywała kopertę mamie kury to zawartość tejże nie budziła najmniejszych podejrzeń.

Bunia też czasem, z rzadka przyznam, próbowała podejmować jakieś kroki wychowawcze wobec wnuczek; i tak kiedyś wkurzona zachowaniem kury zaczęła ją gonić z miotłą by wymierzyć sprawiedliwość, kura zaczęła uciekać i wrzeszczeć w niebogłosy „aaaaa babcia z miotłą mnie goni. Ratunku!!”. Bunia dostała ataku śmiechu i na tym wychowywanie się skończyło.

 

Bunia jak to babcia oczywiście powinna być stateczną starszą panią…… powinna. A kura powinna teraz obiad gotować zamiast głupoty na bloga pisać. Słynne są już opowieści o Buni tańczącej na stole kankana. Niestety kura ten aspekt życia Buni zna tylko z opowieści. Za to pamięta kura (a siostra kury potwierdzi) sytuację, której Bunia się z oburzeniem wypiera. A było to tak: Bunia gdzieś zabalowała. Kura i jej siostra były same w domu bo rodzice również gdzieś balowali. Nie pamiętam z jakiego powodu Bunia wpadła do nas nagle i niespodziewanie (chyba miała nas pilnować). Wpadła, rechocząc i zacieszając się jak dziecko radośnie nam oznajmiła „Buhahahaha dziewczynki! Ale jestem zawiana! Hahahaha! Ale jestem zawiana!” i tak przez krótką chwilę (opierając się plecami o drzwi wejściowe bo chyba podłoga lekko jej tańczyła) po czym…. poszła sobie!

Jak już wspominałam Bunia jest jedyna i niepowtarzalna. Kura mogłaby o Buni napisać książkę! I  sumie może kiedyś to zrobi?

 

2 thoughts on “O prababci co na stole tańczyła

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *