Na parkingu w dzień targowy

parking

Do tego wpisu zainspirował dzisiaj kurę pan, który zablokował swoim autem wyjazd z parkingu spod sklepu ponieważ – i tu cytat bo kura sama by na to nie wpadła- „Nie sądziłem, że ktoś będzie chciał wyjechać z parkingu”. To jedna z tych chwil kiedy „logika” powala kurę dokumentnie i czasem wywołuje histeryczny śmiech lub…. uaktywnienie się w kurze drzemiących bardzo głęboko pokładów wredoty.

Tak jak kiedyś również pan (inny), również na parkingu i również pod sklepem. A było to tak: Lato, lipiec czyli jak nazwa wskazuje leje jak z cebra, powódź, pół miasta podtopione. Kura z 4-letnim synem i kilkumiesięczną córką pod pachą została zmuszona do udania się do niedużego miasta, obok którego mieszka, celem dokonania zakupów spożywczych albowiem w lodówce pozostała jedynie apetycznie wyglądająca żarówka. Po kilkukrotnym wjechaniu w kałuże sięgające niemal progów auta dojechała kura pod sklep z owadem. Pół parkingu zalane, nad głową oberwanie chmury, w aucie wrzeszcząca córka. Ustawia się kura w kolejce do wjazdu na parking. Przed nią pan w aucie- powiedzmy marki X –zajął zwolnione miejsce. Obok pana wyjeżdża inne auto więc kura już szykuje się do zaparkowania ale…. pan w aucie X nagle  wrzuca wsteczny, kura czeka, może pan chce poprawić swoje parkowanie, żeby zostawić więcej miejsca dla innych? A może zmienił zdanie i jednak wyjeżdża? Nie!  Pan „poprawia” swoje parkowanie w ten sposób, że staje na środku dwóch miejsc parkingowych!! Kura niedowierzając własnym oczom uchyla szybę i grzecznie zwraca panu uwagę, że zajął dwa miejsca. Odpowiedź pana wbija kurę w fotel:

Pan- Wiem! Specjalnie tak stanąłem, żeby mi nikt nie porysował drzwi.

Kura, nadal w szoku, zaczyna panu tłumaczyć, bardzo grzecznie i prosto, że może nie zauważył ale jest ulewa, pół parkingu zalane, każde miejsce na wagę złota, za kurą cała masa ludzi w autach, którzy także czekają na miejsce parkingowe. Pan ma to w dupie. Kura coraz bardziej dosadnie tłumaczy panu jakim sku….stwem jest jego zachowanie. Pan ma to nadal gdzieś i zaczyna oddalać się od auta w stronę sklepu. W końcu kura pyta:

Kura- Czyli nie zamierza pan przestawić auta?

Pan: Nie!

Kura- Czekaj ch..u! (to już pod nosem wszak szarańcza słucha)

I tu w kurze obudziły się pokłady wredoty, które spowodowały, że kura złożyła prawe lusterko i zaparkowała koło pana na milimetry tak, że nie miał szans otworzyć drzwi kierowcy. Chyba nigdy tak idealnie kura nie zaparkowała. Zabrała szarańczę (korzystając z lewych drzwi), zrobiła zdjęcie z numerem rejestracyjnym pojazdu pana i poszła na zakupy. Wyjątkowo długo robiła te zakupy. Gdy wróciła pan próbował otworzyć drzwi pasażera by przez nie dostać się do pojazdu. Niestety, okazało się, że drzwi nie chciały współpracować i jedyną opcją dla pana było dostanie się na fotel kierowcy przez prawe, tylne drzwi. A że pan był dość postawny zadanie należało do tych niełatwych. Niespiesznym krokiem (wszak przestało chwilowo lać) kura udała się w stronę samochodu, niespiesznie zapakowała zakupy do bagażnika a następnie zamyśliła się i głośno powiedziała do Synia:

– A wiesz? Przestało padać to może jednak zostawimy tu auto i pójdziemy na spacerek?

Tu pana szlag jasny trafił! Zmielił pod nosem kilka przekleństw i już bardzo grzecznie, choć czerwony ze złości na twarzy, zwrócił się do kury tymi słowy:

P: Czy może pani odjechać bo nie mogę wsiąść.

K: W sumie to bym mogła ale….. ja pana też o coś prosiłam i mnie pan olał. Moooooże jakby mnie pan ładnie przeprosił….

P: (pod nosem) pszam

K: Słucham?

P: PRZEPRASZAM!!

K: I nie będzie się już pan zachowywał jak ostatni burak?

P: TAK! ODJEDZIE PANI WRESZCIE??!!!

K: No nieeeee wieeeeem, miał pan ładnie przeprosić a pan na mnie krzyczy…

 

Ostatecznie kura odjechała a pan uważnie się przyglądał czy jednak nie przerysowała mu tego jego wozu. Karma is a bitch 😉

 

Wychodziła kiedyś z biura bardzo późno. Ciemno już było a jej auto było jedynym na parkingu. Idzie kura dziarsko a tam- przy jej autku kuca jakieś dziewczę i coś majstruje przy lusterku!! Kura pędzi do auta i woła:

K: Przepraszam, chciałam odjechać!

Pani: Nie może Pani!!

K: Bo?

P: Bo dopiero jedno oko pomalowałam a lecę na randkę! Proszę! Niech pani nie odjeżdża!

Faktycznie, dziewczę miało jedno oko pomalowane a drugie zupełnie nie. Co miała kura zrobić? Poczekała kura aż dziewczę skończy make-up, poświeciła jej nawet żeby lepiej widziała, życzyła udanej randki i pojechała dalej. Wszak kura kiedyś do perfekcji miała opanowane malowanie się w autobusie, ale zawsze miała kura własne lusterko 😉

 

Parkingi to także panie i panowie parkingowi. O jednej pani kura ostatnio pisała- dla niefejsbukowych czytelników przypominam:

Sytuacja z dzisiaj. Kura wyjeżdża z płatnego parkingu i przeszukuje portfel celem uiszczenia opłaty do rąk pani parkingowej. Wtem w/w pani została zawołana przez koleżankę. Pani parkingowa, stojąc dokładnie obok kury, odkrzykuje w te słowy: ” Czekaj Halina! Zara bede! Musze babe skasować!!

Kilka dni później pani podzieliła się z kurą swoją refleksją na temat Dnia Kobiet:

Pani parkingowa: Łażo te chopy z tymi kwiotkami i łażo, zdechnie to to takie (zakładam, że kwiatek a nie rzeczony chłop) i tyle pożytku. Bombonierę by jaką kupił jeden z drugim! Albo ten, no… kawał szynki wieprzowej! O!

 

I na koniec jeszcze o sile przyzwyczajenia. Podjeżdża kura na parking, miejsca dużo bo pora wczesna więc zajmuje pierwsze lepsze. Wtem do jej drzwi podbiega pani i daje znaki, żeby otworzyła szybę.

Pani- Czy może pani stanąć na jakimś innym miejscu?

K: ????

Pani: Bo ja tu zawsze staję a jak stanę gdzie indziej to potem nie mogę znaleźć swojego samochodu!

Przeparkowała więc kura umierając ze śmiechu gdyż…parking liczył około 30 miejsc parkingowych 🙂

15 thoughts on “Na parkingu w dzień targowy

  1. W zasadzie od czasu, kiedy w zimowy śnieżny dzień (zaspy, wąsko na jezdni itp.) pewien pan zatrzymał swój samochód na środku ulicy, blokując przy okazji przejazd w obie strony i poszedł sobie na giełdę, aby kupić i przynieść telewizor…. to już chyba nic w tym temacie mnie nie zdziwi 😛

  2. Taaa… Parkingowe historie fajne są. Też pamiętam taką sprzed kilku lat.
    Wracaliśmy właśnie z wyjazdu, po dwutygodniowej nieobecności. Godzina była zaawansowana, my głodni, a w lodówce nawet światła nie było, bo żarówka padła. Młoda płakała, Młody jęczał. Przed udaniem się na spoczynek koniecznie trzeba było jakąś kolację skombinować. Czyli zakupy. Jako że dzień przedświąteczny był, to pod marketem jedyne wolne miejsca to te opatrzone znaczkiem „Dla niepełnosprawnych”. Zaparkowaliśmy oczywiście i całą, czteroosobową grupą udaliśmy się na zakupy.
    Wracamy i przy naszym aucie wiec ludowy. Starszy pan mocno podekscytowany, patrol straży miejskiej i ochroniarz sklepu.
    Podekscytowany Pan:
    – O! Idzie ten skur…! Żeby w cholerę dziad sam zachorował! Jakim prawem?! A biedni inwalidzi nawet zakupów nie mogą zrobić! Ja, panie na serce chory jestem!
    Mnie się denerwować nie wolno!- Pan drze się i pluje ostro słowami obraźliwymi.
    Podchodzę spokojnie do męża pchając wózek inwalidzki córki i pytam prawie spokojnie strażnika:
    – Co się stało?
    Strażnik z długopisem i notesem w ręku patrzy na naszą córkę. Podekscytowany Pan wrzeszczy:
    – Jak to co?! To czyste skurwysyństwo zajmować niepełnosprawnemu miejsce! Jest przecież oznakowane! Wypier… chamy!
    Strażnik powoli schował materiały piśmiennicze. Ochroniarz ulotnił się coś bulgocząc pod nosem. Podekscytowany podskakiwał i próbował obrazić całą naszą rodzinę do trzech pokoleń wstecz. Strażnik zwrócił się do PP mówiąc:
    – Ale państwo też mają prawo. Mają córkę na wózku.
    Podekscytowany nadal bulgocze:
    – Znaczek! Znaczka na aucie nie mają, więc niech wypier…! Ja, ja mam znaczek! I mandat musi być!
    Strażnik spojrzał jeszcze raz na wózek Marty i powiedział:
    – Parking jest dla NIEPEŁNOSPRAWNYCH, nie dla znaczków. Ma pan zdrowe nogi, więc może pan sam dojść.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *