Procedury!

krzyczy

Każdy to ma lub miał (i jeszcze pamięta) dwulatka „na stanie” ten wie, że przestrzegania procedur od takiego szczyla mógłby się uczyć nie jeden urzędnik……

Kura to wie bo przerobiła dwójkę takich „urzędników” a aktualnie przerabia histerie Dzidziona. Tak, tak Szanowni Czytelnicy, Dzidzion zaraz będzie mieć dwa lata i właśnie ćwiczy cierpliwość matki prezentując książkowy wręcz bunt dwulatka. Kura zatem już wie, jako doświadczona jednak matka, że na wyjście do sklepu należy dziecko ubrać w kolory zbliżone do brudu gdyż jest absolutnie pewne, że załatwienie jakiejkolwiek sprawy opłacone będzie niejedną histerią z rzucaniem się po podłodze. Rzucać będzie się Dzidzion, nie kura, choć czasami kura ma ochotę położyć się obok i też sobie popłakać. Zatem każdego dnia kura jak mantrę powtarza sobie „kiedyś to minie, ten bunt nie trwa wiecznie”. Czasami powtarza to sobie cały dzień, zwłaszcza w okolicach godziny 18 gdy cierpliwość kury została wyczerpana gdzieś w okolicach 8 rano a Pan Mąż oczywiście jeszcze nie wrócił do domu by przyjąć na siebie część chociaż frustracji Dzidziona. Powtarza to sobie kura także wtedy gdy z tęsknotą patrzy na solidnie wyglądający sznur oraz porządnie zamocowany w suficie hak…. Ale nic to! Kura przetrwa jeśli tylko będzie pamiętać, że najważniejsze są PROCEDURY.

O tym, że procedury są szalenie ważne przekonała się kura już przy pierwszym dziecku. Synio, dzisiaj uchodzący za człowieka  spokojnego, empatycznego i grzecznego, zafundował rodzicom swym jako pierwszy książkowy wręcz bunt dwulatka. To wtedy po raz pierwszy kura miała okazję przekonać się co to znaczy 40 minutowa histeria zakończona (z góry przepraszam) wymiotami. Powód do takowej zawsze się znalazł, wystarczyło tylko nie zachować procedury. Do dzisiaj kura wraz z Panem Mężem wspomina awanturę gigant, zakończoną niemalże wezwaniem pogotowia, której przyczyną było….. przyniesienie przez Pana Męża mleka z lodówki podczas gdy to właśnie Synio to mleko zazwyczaj (to jest od 3 dni) przynosił! Histerie wybuchały także z powodu: niezachowania kolejności podczas obchodu placu zabaw (NAJPIERW ma być huśtawka a dopiero POTEM zjeżdżalnia!!), podania śniadania w innej niż zazwyczaj miseczce, próbie przeczytania innej książki niż ta czytana do porzygu przez kilka miesięcy codziennie, kilka raz dziennie, zamontowania fotelika samochodowego na innym miejscu. Gdy kura podejrzewała, że coś z jej dzieckiem nie tak, pogadała z koleżankami i od razu wszystko stało się jasne.

Syn koleżanki pilnował procedur do tego stopnia, że raz jeden koleżanka musiała wzywać na pomoc sąsiadkę, ponieważ syn dusił się wskutek histerii, w którą wpadł. Przyczyną takiego stanu rzeczy był fakt, że koleżanka owa (mama histeryka) ośmieliła się wejść do pokoju prawą nogą zamiast lewą! (albo na odwrót)

Córka koleżanki miała ściśle opracowaną procedurę powrotu ze spaceru- szalenia istotna była kolejność naciskania przez matkę klamki, wyciągania kluczy, przekręcania ich w zamku itp. Nie daj borze szumiący zrobić coś w innej kolejność. Awantura na całą klatkę gotowa!

Córka znajomych w pewnym momencie uznawała tylko jedną bluzkę i jedne spodnie! Bez względu na okazję i pogodę, przez kilka miesięcy chciała chodzić tylko w tym jednym komplecie. Próba założenia dziecku czegokolwiek innego kończyła się tak, jak mogą sobie Szanowni Czytelnicy wyobrazić. Cóż mieli robić więc rodzice? Prali w/w ubrania wieczorem i pół nocy prasowali i suszyli by na rano ubranie było gotowe. Potem poszli po rozum do głowy i kupili suszarkę automatyczną. Krótko po tym zakupie, pewnego poranka dziecko orzekło „fuuuu bzidka bluzka” i od tego czasu bez najmniejszego problemu pozwalało założyć sobie cokolwiek.

Dzidzion też ma swoje procedury ale na razie są znośne – jakieś tam świecenie światła nawet w dzień, bo jak się wchodzi do widnej łazienki to Dzidzion MUSI zaświecić światło inaczej otworzą się wrota piekieł. Czy  tam odpowiednia kolejność wkładania zabawek do wanny podczas kąpieli (broń borze szumiący coś pomylić!). Gorzej gdy Dzidzion właśnie dzisiaj wymyślił jakąś procedurę ale nikt poza nim nie wiem jak ma ona przebiegać i dramat gotowy…..

Procedury procedurami ale są jeszcze inne sposoby radzenia sobie z upierdliwością rodziców. Znajomy na ten przykład musiał nosić ze sobą…. paszport syna ponieważ ten (syn, nie paszport) gdy tylko cokolwiek szło nie po jego myśli, a było to w miejscu publicznym głośno i dobitnie krzyczał „Ratunku, zostaw mnie! Ludzie ratujcie! Nie znam tego pana!! Chce mnie porwać!!”. Prawie zawsze tego typu akcja kończyła się zbiegowiskiem i tłumaczeniami ojca. Raz do takiej akcji wkroczyła policja, to wtedy jeden litościwy policjant doradził biednemu ojcu by nosił ze sobą dokumenty dziecka a najlepiej…. żeby zamknął gówniarza w domu bo szkoda nerwów 😉

Dzieci zresztą znane są z bujnej fantazji ale kiedy dzwoni do Was teściowa ze słowami „Musimy poważnie porozmawiać! Twoje dziecko przyznało mi się, że je dusisz!” to weź człowieku wyjaśnij, że nie jesteś wielbłądem i że niby dziecka nie dusiłeś – choć dzisiaj chyba pierwszy raz spróbujesz…..

A Wy Szanowni Czytelnicy? Dodacie coś od siebie? Żeby kurze się trochę lżej robiło, żeby jakoś przetrwała ( i nie wpadła przy tym w alkoholizm 😉 ) ….

 

4 thoughts on “Procedury!

  1. Też pamiętam PROCEDURY. Zaraza dostawała histerii gdy miała zjeść coś czerwonego. Przecież czerwone je tylko tata! Trzy lata przekonywałam ją że marchew jest jednak pomarańczowa, a buraki różowe, tylko bardzo ciemne. Szkodnik na każdych zakupach domagał się nabycia zeszytu w kratkę. Ma ich teraz tyle, że wystarczy aż do magisterki. No i ta nieszczęsna poszewka na poduszkę… Nie miałam prawa jej prać. Czysta była „drapiąca i śmierdziała”.
    Ale nie ma tego złego. Potomstwo już nastoletnie i mogę sobie pozwolić na własne PROCEDURY. Dotyczą one czynności porannych- budzenie, mycie, ścielenie, jedzenie… Jak młode coś zmienią, to ja dostaję histerii.
    Zemsta słodką jest 🙂

  2. Hihihi…. mi przypomniało się od razu, jak Tatuś opowiadał tysieczny raz córuni bajkę „O kotku i kogutku” i przez zwykłe gapiostwo powiedział, że lis wsadził kogutka pod kurtkę…. Co tam się działo. Histeria, foch, histeria, foch… i tak pół dnia…. Wieczorem okazało się, że miało być: „… wsadził pod PAZUCHĘ!!!” 🙂 Czy ktoś wie, co to jest pazucha? 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *