Szarańcza prątkuje, kura choruje…

cure-1291148_960_720

Taka pora, że wszystko dookoła kicha, prycha, prątkuje i rozsiewa choroby. Kura posiada trójkę szkodników z czego dwójka uczęszcza do placówek oświatowych- znaczy jest to chodząca broń bakteriologiczna. Przychodzi takie zasmarkane ze szkoły/przedszkola i jednym kichnięciem z radością matce sprzedaje miliony wirusów, bakterii i innych przyjemności- do wyboru do koloru. Efekt jest taki, że kura potem dwa tygodnie umiera (wszak matki nie chorują przecież) a szarańcza radośnie roznosi dom.

Kiedyś Synio przywlókł z przedszkola anginę. Niby nic nadzwyczajnego, tyle, że Synio przez trzy dni miał jedynie stan podgorączkowy i lekko obolałe gardło a kura? Kura chorowała z przytupem! Na początku choroby oczywiście poszła do pracy, bo przecież nikt kury nie zastąpi. Anginka rozwinęła się w jedno popołudnie. Gdy kura w końcu resztką sił dowlokła się do pierwszego, dostępnego lekarza jej mina mówiła tylko „proszę mnie dobić”. Lekarz zaglądnął w gardło i przerażony krzyknął „ O Boże! Kto pani to zrobił??!!” Pan doktor zlecił końską dawkę antybiotyku i na wszelki wypadek wypisał skierowanie do szpitala obawiając się, że migdałki uduszą kurę. Kura chorowała bite dwa tygodnie przy czym pierwszych trzech dni nie bardzo pamięta. Gdy gorączka przekroczyła 40 stopni kura nieśmiało zapytała Pana Męża czy nie czas dzwonić po pogotowie? Pan Mąż spojrzał na kurę z lekkim przerażeniem i zaproponował, że może jednak skoczy po księdza……

Córa ostatnio przywlokła z przedszkola rotawirusa tudzież grypę żołądkową… Córka haftnęła raz (na dywan, w środku nocy- a jakże!) po czym poszła spać. Synio, na drugi dzień, najpierw miał do południa prawie 40 stopni i zdychał, po czym…. przespał się trzy godziny, wstał jak młody bóg i poleciał na rower! Kura? Szczegółów oszczędzę ale była pewna, że tej akcji już jednak nie przeżyje.

A gdy już kura wreszcie pozwoli sobie na luksus chorowania i wyląduje w szpitalu pod kroplówką i wreszcie ma szansę trochę odpocząć to co robi szarańcza? Postanawia się rozchorować po kolei! I cały misterny plan opieki nad potomstwem w pizdu! I kura się wypisuje ze szpitala na żądanie, odprowadzana potępiającym ją wzrokiem lekarzy.

A do wiosny jeszcze 116 dni….

14 thoughts on “Szarańcza prątkuje, kura choruje…

  1. Grypa żołądkowa… przechodziliśmy w październiku. To była masakra!!! Najlepiej miał się oczywiście Potworek. No i pies – zachwycony aromatami. Nie ma chyba gorszej zarazy niż załapanie choroby od dziecka 😉

  2. A mnie dzieciary wefsześniu zaraziły gorączką bostońską! To jest dopiero jazda… Gorączka 40 stopni, dreszcze, drgawki, omamy słuchowe i wzrokowe, ale to jeszcze do łyknięcia. Najgorsze te swędzące były chrosty na wewnętrznych stronach dłoni, stóp, no i jeszcze … tam. No, wiadomo, gdzie jest „tam” u faceta 🙁 Jak wszystko minęło, zaczęła skóra schodzić z dłoni i stóp jak u liniejącego węża w porze godowej, aż wstyd było podać komuś rękę… A ostatnio zaczął schodzić mi co drugi paznokieć… to też są powikłania po „Bostonce” jak wyczytałem w necie…. I jak tu nie kochać dzieci? 😉

  3. Ja na szczęście bardzo rzadko choruję, ale jak mnie już weźmie (średnio raz na rok), to też z przytupem 😀 na szczęście moje dzieci już dorosłe, więc mogę sobie w spokoju i bez wyrzutów sumienia pochorować ;)))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *