Zagubione, zapomniane cz. II

frogs-897387_960_720

Jakiś czas temu kura opisywała mrożące krew w żyłach sceny rodem z horroru gdy została porzucona w polu kukurydzy, w środku nocy bez szans na ratunek- szczegóły tutaj.Obiecała też kura, że to nie koniec przygód związanych z gubieniem i zapominaniem różnych rzeczy.

Tablet

We wspomnianym wcześniej wpisie pisała kura jak to pan mąż na początku znajomości zgubił  skutecznie kluczyki do auta. Myślicie, że z wiekiem mu to przeszło? Nic bardziej mylnego! Naturalną rzeczą dla pana męża jest „gubienie”auta na parkingu pod centrum handlowym, ewentualnie gubienie tam się. Ale ostatnio pan mąż przeszedł samego siebie. Zgubił tablet. Dziecka tablet. W domu. Zgubił na tyle skutecznie, że udało się go odnaleźć już po… pół roku! Kura przekopała cały dom, każdą szafkę, szufladę, wnękę i kij wie co jeszcze. Wszyscy pamiętali, że tablet był, że został dziecku karnie odebrany przez Pana Męża i… tu pamięć zbiorowa się urywa. Jak to zwykle w życiu tablet odnalazł się przypadkiem, podczas remontu kuchni, na szafce kuchennej! Dla utrudnienia zasłonięty z jednej strony radiem a z drugiej kwiatkiem w doniczce. Co kierowało Panem Mężem, że właśnie tam postanowił schować tablet? Nie wiadomo. Niemniej jednak Pan Mąż przekonuje wszystkich, że na pewno przyświecała mu wielka idea i jest absolutnie pewien, że nie zrobił tego bezmyślnie! Jak można zapomnieć taką wielką ideę? Do dzisiaj kurze nie udało się tego dowiedzieć. Synio na wszelki wypadek chowa wszelkie ważne dla niego sprzęty przed ojcem.

Kalendarz

Bez tableta można żyć, jednak gdy nie ogarnia się nowoczesnej techniki, a jest się człowiekiem bardzo zajętym i roztargnionym, zgubienie kalendarza może być bardzo traumatycznym doświadczeniem.

Pracowała kiedyś kura w pewnej szacownej uczelni. Szefem kury był Pan Profesor- człowiek niezwykle roztargniony choć szalenie uprzejmy i życzliwy. Wiele razy zdarzało się kurze dzwonić do Pana Profesora z informacją, że za 5 minut zaczyna się obrona pracy magisterskiej i pytaniem czy Pan Profesor jest już może na terenie uczelni? Odpowiedz zawsze brzmiała, że tak oczywiście już parkuje i zaraz będzie, podczas gdy w tle słychać było szczekającego psa Pana Profesora tudzież krzyczącą w tle żonę wyżej wymienionego. Całe życie Pana Profesora zapisane było w jego kalendarzu, takim eleganckim, zeszytowym kalendarzu w skórzanej oprawie. Jeżeli coś nie zostało w nim zapisane to znaczy, że to nie istnieje. W interesie każdej zainteresowanej osoby było dopilnowanie by ważna dla niej sprawa została zanotowana w owym świętym nieomal miejscu. Bez tego tylko nadzwyczajny zbieg okoliczności mógł sprawić, że temat został załatwiony.

Pewnego słonecznego dnia otrzymała telefon, którego treść brzmiała mniej więcej tak:

PP; Pani kuro…. Bo mam taki mały problem….

K: Tak Panie Profesorze?

Pp: Bo ja zgubiłem swój kalendarz!

K: Mam poszukać w Pana pokoju? A może gdzieś spadł Panu w samochodzie?

PP: No właśnie w tym rzecz, że zadzwonił ktoś do mnie i ja notowałem coś w kalendarzu a że byłem na parkingu to notowałem trzymając kalendarz na dachu samochodu. Skończyłem rozmowę i ..no tego…. odjechałem… a kalendarz został na dachu…..

Wiele wysiłku kosztowało kurę by nie zaśmiać się do telefonu i zachować pełną powagę. Posmarkała się kura przy tym, popłakała ale powaga jak i praca zostały zachowane. Dużo radości musiał sprawić studentom widok wszystkich pracowników zakładu przeczesujących uczelniany parking i pokładających się ze śmiechu gdyż, jak się okazało, taki numer funduje sobie Pan Profesor średnio raz do roku. Kalendarz finalnie został oddany na drugi dzień na portiernię przez jakiegoś litościwego studenta. Brakowało w nim co prawda pierdyliarda karteczek, na których również zanotowane były Bardzo Ważne Sprawy ale większość udało się odtworzyć.

Akta

Co tam kalendarz, kalendarz to nie dokument w rozumieniu prawa. Natomiast akta sądowe.. o akta sądowe to przecież pilnie strzeżone dokumenty są! Prawda? No niezupełnie….

Dzwoni kura do Bardzo Ważnego Sądu:

Kura: Dzień Dobry ja dzwonię w takiej i takiej sprawie, potrzebuję sygnaturę akt bla, bla, bla…

Pani: Ale pani powinna mieć to w aktach!

Kura: no powinnam ale niestety Sąd Apelacyjny zgubił akta tej sprawy

Pani (z ciężkim westchnieniem): o Boże, ZNOWU??? 😉

 

Można oczywiście też jak kura (wielokrotnie) zapomnieć zabrać na spacer psa. Tzn. wyjść na spacer z psem bez psa i zorientować się po jakimś kilometrze… Można też zapomnieć dziecka z przedszkola jak to się zdarzyło siostrze kury….

Także drodzy czytelnicy- nie ma takiej rzeczy, której nie można zgubić i …..znaleźć. Kura jest bardzo ciekawa Waszych historii z gubieniem i zapominaniem, zostawcie proszę ślad w komentarzach. Kura od razu poczuje się lepiej, że nie tylko jej zdarzają się takie historie 😉

2 thoughts on “Zagubione, zapomniane cz. II

  1. Dostac telefon od portiera, że twój pies biega po podwórku, a Ty od 2h godzin stoisz w korku, żeby wreszcie wyjechać na weekend z miasta…bezcenne!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *