W zdrowym ciele Sajgon w domu

bałagan

Kura chyba zapisze się na kurs tworzenia nowych przysłów! A nie, kura nie zapisze się na żaden kurs gdyż jej dom może tego nie przeżyć! Ale od początku….

Wiadomo wrzesień, nowy plan lekcji, nowy harmonogram. Taki trochę Nowy Rok. Czas kiedy pomiędzy zajęciami dzieci starzy też chcą „upchnąć” zajęcia dla siebie. Pan Mąż jest mistrzem realizowania swoich planów- a jakże! Squash 3 razy w tygodniu? Proszę bardzo! Wyjazd z kolegami na narty? Czemu nie? Mecz z Syniem na Narodowym? Robi się!  Pan Mąż jest aktualnie w świetnej formie, dysponuje niezłą kondycją (no i wygląda fajnie, co będzie kura ściemniać). A kura? No kura jak kura robi się coraz bardziej rosołowa. No tłuściutki byłby rosół z tej kury, tłuściutki. Zapadła więc decyzja, że oto kura również zapisze się na jakieś tańce-połamańce-hopsa-hop. I zaczęło się. Siadła kura z  Panem Mężem, przestudiowała grafik, harmonogramy dostępnych zajęć i okazało się, że jak tu się przesunie, tam pospieszy, tu wróci wcześniej z pracy to uda się dwa, może nawet trzy razy w tygodniu urwać kurze na jakieś zajęcia. Zadowolona kura rozpoczęła poszukiwania odpowiedniego stroju- wszak każde zajęcia charakteryzują się innym, wymaganym (choć oczywiście nieoficjalnie) strojem. Swoją droga wiecie ile kosztują spodnie do Zumby?? I bardzo zadowolona ruszyła! Nie , nie na zajęcia, na  razie trzeba odbębnić zebrania w szkole, przedszkolu, kościele (wszak w tym roku Komunia) itp. Poszła sobie kura spacerkiem co by połączyć przyjemne z pożytecznym i takim też spacerkiem do domu wróciła. To co zastała w domu podcięło kurze skrzydełka doszczętnie i sprawiło, że pogratulowała samej sobie, że nie zdążyła zamówić jeszcze tych wszystkich fitneso-gadżetów. Dom, tak pieczołowicie wysprzątany przed wyjściem, wyglądał jak obraz nędzy i rozpaczy! Przypuszczalnie tornado poczyniłoby mniejsze szkody. Ale kto zna Dzidziona ten wie, że tornado przy nim to przyjemny wietrzyk, w słoneczny, letni dzień! Bo czy tornado dostałoby się do łazienki i powywalało z szuflady lakiery do paznokci, kremy itp.? „A coś tam Dzidzion rozbił w łazience, lakier, czy coś?” „A KTO GO TAM WPUŚCIŁ??!!” „ A nie wiem, ktoś widocznie nie zamknął drzwi”. Ciekawe, że jak kura jest w domu to drzwi są zawsze zamknięte 😉 Czy tornado rozrzuciłoby karmę Kundla po całym domu??!! Znaczną jej część wrzucając precyzyjnie do miski z wodą a pozostałą część upychając we wnętrzu butów domowników? Tornado być może wywaliłoby ziemię z kwiatków ale czy pochowałoby przedmioty w różnych, dziwnych miejscach? Np. pilota do tv w zmywarce, albo 3 widelce, jedną łyżkę i dwa kubeczki w pralce?? No nie sądzę! Czy wyjęłoby jedzenie z lodówki i rozniosło je pieczołowicie po różnych zakamarkach domu? No też nie! O takich „drobiazgach” jak porozwalane zabawki, ciuchy itp. nawet kura nie wspomina bo to standard taki jak kiepski żart na początku każdej „Familiady”. I gdy kura już ogarnęła ten „drobny nieporządek” (w czasie gdy Pan Mąż grał w squasha- a jakże!) padła kura zmęczona na kanapę i stwierdziła „żadnych k…a fitnessów, dom i małżeństwo mogą tego nie przetrwać”. Czyli z tańców pozostał kurze „Taniec z Gwiazdami” lub inne idiotyzmy. Taki lajf!

p.s. kura nie miała odwagi zapytać czy szarańcza dostała kolację…..

8 thoughts on “W zdrowym ciele Sajgon w domu

  1. Kiedyś, dawno temu, moja ówczesna narzeczona pojechała na tydzień do rodziców. Pierwsze sześć dni żyło się zupełnie dobrze, było co jeść, co czytać, czasem nawet chwila czasu by potęsknić kruszynkę…

    Ale nadszedł dzień ostatni i pojawiło się przerażające widmo powrotu a w raz z nim konieczność POSPRZĄTANIA. Zawziąłem się. Sprzątałem cały wieczór i pół nocy. Zmyłem, odkurzyłem, ba!!, lodówkę wymyłem i wannę. Na koniec, gdzieś tam w środku nocy umyłem podłogę. Zmęczony, ale w poczuciu dobrze wykonanej roboty poszedłem spać.

    Rano moje szczęście przyszło, przywitało się, rozglądnęło… A na koniec powiedziało:
    „Mogłeś przynajmniej posprzątać…”

    Myślę Moja Kuro, że się nie dogadamy. Czasem zadaję sobie pytanie, dlaczego historia rozwoju cywilizacji jest w zasadzie męska… Obowiązującą cywilizacyjnie ostatnio odpowiedzią jest coś związanego z patriarchatem. Ja jednak uważam, że to ma związek ze sprzątaniem…

    1. Wiesz, kura będąc w ciąży z Dzidzionem zaliczyła kilkudniowe SPA na patologii ciąży (nie polecam). W tym czasie babcia zabrała jedno dziecko, ciocia drugie. Gdy kura wreszcie uciekła ze szpitala i dotarła do domu radości nie było końca. Było to przedwiośnie i Kundel zrzucał kudły w ilościach hurtowych. Dla niezorientowanych dodaję, że Kundel jest czarny a płytki w salonie kremowe. Zatem gdy kura wróciła do domu zamiast kremowych płytek powitał ją czarny dywanik. Zapytała więc kura nieśmiało Pana Męża czy nie przyszło mu do głowy żeby jednak odkurzyć? Pan Mąż omiótł wzrokiem podłogę i stwierdził „myślałem nawet o tym ale uznałem, że nie ma to sensu bo znowu Kundel naświni”. Konkluzja jest taka- ja bym Cię wyściskała po powrocie i jeszcze kolację zrobiła!! P. S. Wiesz dobrze, że daaaaaleko mi do pedantyzmu Twojej siostry 😉

    2. Ej no! Historia cywilizacji wcale nie jest męska! Taki pogląd to istna potwarz. I szowinizm.
      Ciekawe ilu odkryć dokonałby da Vinci gdyby musiał sam sobie prać gacie. I gotować. Że nie wspomnę o progeniturze…
      Historię tworzą kobiety i basta! Tyle że nie swoimi rękami 😉 Damskie ręce obierają ziemniaki.

      1. To prawda… Dlatego chłop musiał wynaleźć pralkę i obierak do ziemniaków. By mógł w spokoju wymyślać inne rzeczy…

  2. No więc to było tak…. Pewnego dnia Żona dostała wychodne i Żona cały dzień pracowała w pocie czoła, żeby odciągnąć pokarm dla Ośki… Sęk w tym, że odciągacz był starym klamotem i aż odcisków sobie narobiła na dłoni. Poza tym w całym domu słychać było skrzypienie plastików i bluzgi Żony. Ale nie poddała się. Poszła! To znaczy musiałem wypchnąć ją z domu, bo ciągle pokazywała mi, jak mam nakarmić dzidziusia, przewinąć i jeszcze zylion rzeczy 🙂 A kiedy przyszła pora karmienia, zbliżyłem się do córeczki z idealnie podgrzaną buteleczką i wtedy jej nóżka fajtnęła niespodziewnia i butelka najpierw wypadła mi z ręki, zrobiła efektowny łuk w powietrzu, odbiła się od blatu i wylądował na podłodze… Nie musze dodawać, że w międzyczasie odkręcił się smoczek i całe z takim trudem udojone mleko rozlało się po całej kuchni… 🙂 I co? Kiedy żona wróciła, aż łzy napłynęły jej do oczu…. bo kuchnia wysprzątana, dzidziuś śpi smacznie na rączkach tatusia i nawet kolacja przygotowana 😉 Da się?
    P.S. Dzidzia zamiast mleka dostała soczek bananowy! To nasza słodka tajemnica 😉

  3. I dlatego moje małżeństwo wisi na włosku, bo ja bardziej jak Pan Mąż – upycham swoje zajęcia, gdzie się da, olewając podłogę :P. Ale że w tygodniu jestem sama, to sobie mogę czasem na to pozwolić 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *